2023

2023 ramen i szafeczka

Podsumowanie roku minionego. Z tego miejsca przepraszam lata 2020-2022 za brak takich podsumowań :)

Morsowanie

Pierwszego stycznia pierwszy raz morsowałem w cuchnących rybią łuską i mułem wodach Zalewu Zemborzyckiego. Wracając po pierwszych 4 minutach w marznącej topieli czułem igły w płucach przez kilka godzin ale potem przeszło i przyszła chęć na powtórkę. Benefity samopoczuciowe są na tyle odczuwalne i pozytywne, że nawet w lecie zdarzało mi się wrzucać pare kilogramów lodu do wypełnionej zimną wodą wanny by poczuć choć namiastkę zimy.

Szafeczka

Kilka miesięcy przerwy między pracą w IT poświęciłem stolarstwu. Nadal obmyślam na stolarstwo plan wtedy kiedy sram. Tak czy siak projektem który pochłonął miesiąc była mała wisząca szafeczka jesionowa z elementami drewna egzotycznego. Jestem mega dumny, że podjąłem się i dokończyłem zadanie na zdecydowanie wyższym poziomie niż wszystkie wcześniejsze. Szkoda, że nie zebrałem się z ogarnięciem sprzedaży tego cacka, ale w sumie nie wiem czy chcę się z nim rozstać.

Ramen

Jak mi się coś wkręci w zapętlenie to niespodziewanie zapętla się jak anakonda na szyi. Tak było z ramen o którym jednocześnie oglądałem kilka serii filmików na YT (kanały Way Of Ramen i Alex French Guy Cooking) i próbowałem tajemnych japońskich wywarów. Przez dobre kilka miesięcy większość wyjść na miasto kończyło się miską klusków. Opanowałem się i nie kupiłem maszyny do robienia klusków ale ogólnie sporo eksperymentów kulinarnych doprowadziło do poszerzenia mojej wiedzy kulinarnej i wstąpienia w szeregi wyznawców Glutaminianu i Inozynianu czyli władców smaku.

Kajak i Wlas

Wydarzyło się też kilka wypadów w objęcia przyrody. Weekend kajakowego spływu Wieprzem doprawiony piwem i kociołkiem chłopskim/myśliwskim w doborowym towarzystwie. Będzie trzeba zrobić powtórkę i zobaczyć dalszą cześć Wieprza. Powtórka samego kociołka była też w lasach janowskich gdzie miejsce kajaków zastąpiły ciężkie plecaki a namioty zastąpiły tarpy i inne bushcraftowe zabawki. Było też mnóstwo grzybów i deszczu.

Stary Wspaniały Świat

Weekendowy wypad do lasu z pozornie małym twistem, którym był zakaz nowoczesnego sprzętu biwakowego. Spałem pod dwoma wełnianymi kocami, na skórze z renifera, osłonięty przed deszczem bawełnianą płachtą impregnowaną pokostem lnianym. Do tego cały wachlarz zajęć od robienia improwizowanego plecaka traperskiego, przez nawigację, pozyskiwanie roślin do fotografii otworkowej. Było strasznie gorąco ale ten klimat dał naprawdę dużą odskocznię od wypełnionej technologią codzienności. Wspomnieniem nr 1 będzie tutaj pozowanie do fotografii otworkowej siedząc we trzech bite 3 minuty w bezruchu bo aparat otworkowy akurat tyle potrzebował do naświetlenia kliszy, co zresztą wyczytaliśmy analogowym światłomierzem i porównaliśmy z tabelką naświetlań wyliczoną dla danej kliszy. Oddychałem, nie ruszałem się, czekałem.

https://www.facebook.com/photo/?fbid=781291854004368&set=pcb.781292384004315

Sunn O)))

Odkąd zobaczyłem video z koncertu tej grupy w byłym holenderskim kościele czułem, że to dla mnie mus zobaczyć ich koncertową porą. I nie myliłem się. Zostałem zgnieciony. Niebezpiecznie potężna głośność i przesadna ilość sztucznej mgły sprawiły, że w dusznej klubowej atmosferze gitary zdawały się kruszyć mi plomby w zębach. Wiercili prawie 2 godziny ale wytrzymałem ciut ponad godzinę i poszedłem na kebaba ochłonąć. Nie mógł tego zrobić barman który już po pierwszym kwadransie błagał innych pracowników warszawskiej Progresji, żeby go zmienili bo zwariuje zaraz. Ciekawe czy okazali mu litość i empatię.

Furia

Po długiej rozłące z muzyką zespołu wpadła w moje ręce ich ostatnia płyta „Huta Luna”. Transowy super-szybki-full-blast-black metalowy krążek krążył w odtwarzaczu bity miesiąc. Biegało mi się do tego znakomicie. Te ludowe klimaty i możliwość swobodnej interpretacji tekstów dawała pole do rozmyślań na wiele tematów szczególnie, że premiera była tuż przed wyborami parlamentarnymi. Jednak to pierwszy listopada zapamiętam najmocniej. Poszedłem pobiegać w okolicach cmentarza na Lipowej w Lublinie. Artystyczny wyraz nagrobków, ich rytualnego oświetlenia i muzyki poruszył mnie.

Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *